„Brzydkie Kaczątko”

według Jana Christiana Andersena

W pewien upalny letni dzień, pod liściem łopianu, nieopodal starego dworu, przyszło na świat sześć prześlicznych, żółtych kacząt. Mama kaczka była bardzo dumna i szczęśliwa. Jakież było jej zdziwienie, gdy z ostatniego jajka wyskoczyło duże szare pisklę. Zupełnie nie podobne do małych kaczątek.

    
Ponieważ małe kaczątka nie mogły już doczekać się spaceru, kaczka zabrała wszystkie na podwórko, by pochwalić się swoimi dziećmi. Kaczątka były doprawdy urocze i zachwyciły mieszkańców podwórka. Lecz gdy pojawiło się ostatnie kaczątko wszyscy skrzywili się okropnie. Nazwali je brzydkim i odtąd wyśmiewali na każdym kroku.

    
Kaczątko bardzo martwiło się swym wyglądem i tym że inne zwierzęta na podwórku  wyśmiewają się z niego. Dlatego pewnego poranka, znalazło dziurę w płocie i uciekło jak najdalej. Szło i szło, aż dotarło do stawu, gdzie w szuwarach mieszkały dzikie kaczki. I one uznały kaczątko za brzydkie. Ale pozwoliły mu ze sobą zamieszkać.

    
Nadeszła jesień. Rozpoczął się czas polowań na dzikie kaczki, ptaki czym prędzej wybrały się w coroczną podróż, zostawiając brzydkie kaczątko w szuwarach. Tymczasem nadeszły wicher i ulewne deszcze i biedne kaczątko znów ruszyło w drogę w poszukiwaniu schronienia.

Kaczątko dotarło do małej, wiejskiej chatki, którą zamieszkiwała stara kobieta. Towarzyszył jej kot i  kura. Kobieta pozwoliła zostać kaczątku, pod warunkiem, że będzie znosiło jajka. Ale, gdy tylko zorientowała się, że kaczątko tego nie potrafi, nie pozwoliła maleństwu zostać dłużej w jej domu.

Na dworze wicher dął z całych sił. Wyczerpane kaczątko dotarło nad staw. Wtedy w oddali po raz pierwszy ujrzało przepiękne białe ptaki. Ale ponieważ samo uważało, że jest brzydkie, nie odważyło się podpłynąć do nich. Zamieszkało nad brzegiem stawu i tak zastała je zima.

Mróz był coraz silniejszy i nie wiadomo, co byłoby z kaczątkiem, gdyby nie znalazły go dzieci. Zabrały ptaka do domu. Ale gdy kaczątko doszło do siebie, dzieci chciały się z nim bawić. Zaczęły go gonić po całym domu. Biedne kaczątko ze strachu uciekło czym prędzej na dwór. I tu spędziło resztę zimy.

Na szczęście nadeszła wiosna. Kaczątko wróciło nad staw. Pewnego dnia ujrzało białe ptaki, które spotkało tu jesienią. Podpłynęło do nich nieśmiało. A one nie przegoniły go. Wtedy kaczątko spojrzało w taflę wody. Zamiast brzydkiego pisklaka ujrzało pięknego łabędzia, który niczym nie różnił się od niezwykłych białych ptaków. Łabędzie przyjęły je do swego grona i odtąd czuło się szczęśliwe.