„Księżniczka na ziarnku grochu”

według Jana Christiana Andersena

Dawno, dawno temu w ogromnym pałacu, otoczonym pięknym parkiem i ogrodem, mieszkał sobie książę. Jego rodzice, król i królowa bardzo kochali syna, dlatego niczego mu nie brakowało. Miał własne pokoje, służbę i powóz. I był szczęśliwy.

Ale pewnego dnia książę postanowił się ożenić. Dość miał samotnych spacerów, konnych przejażdżek bez towarzystwa. Dlatego jak najszybciej spakował kufry i wybrał się w podróż, by znaleźć księżniczkę, o jakiej już od dawna marzył.

Podróżował po wielu krajach. Przemierzał świat wzdłuż i wszerz w poszukiwaniu tej jedynej. Wszędzie owszem spotykał księżniczki. Ale żadna nie była tą wymarzoną. Poza tym książę nigdy nie miał pewności, czy są prawdziwymi księżniczkami. Dlatego wkrótce zrezygnował z poszukiwań i smutny wrócił do swego pałacu.

Mijały dni i tygodnie. Pewnego wieczoru, kiedy na dworze szalała burza, książę siedział przed kominkiem i rozmyślał. Wiatr dął z całych     sił, błyski rozdzierały niebo, ciężkie krople deszcze uderzały o parapet. Zamyślony książę nie zwracał jednak uwagi, na to co dzieje się na dworze. Dopiero, kiedy usłyszał pukanie poderwał się z fotela.

Służba natychmiast pobiegła otworzyć. A ciekawy gościa książę, podążył za nimi. Jakież było jego zdumienie, gdy w drzwiach ujrzał piękną dziewczynę. Wyglądała na zmęczoną i była całkiem przemoczona. Książę zaprosił ją do środka, by ogrzała się przy kominku.

Podczas kolacji, na której obecni byli także król i królowa piękna nieznajoma opowiedziała, że jest księżniczką, która przybyła z dalekiego kraju. Książę bardzo się ucieszył, i choć nie był pewien, czy dziewczyna pochodzi z książęcej rodziny, bardzo tego pragnął, gdyż niezmiernie mu się spodobała.

Ponieważ na dworze ciągle szalała burza, pozwolono gościowi przenocować w zamku. Dla królowej była to doskonała okazja, by przekonać się, czy dziewczyna mówi prawdę i czy rzeczywiście jest księżniczką. Na spód łóżka, w którym dziewczyna miała spać, królowa włożyła ziarnko groszku i nakazała służbie przykryć je dwudziestoma materacami.

Kiedy nadszedł poranek i dziewczyna weszła do jadalni, królowa zapytała ją, jak się jej spało. „Przykro mi to mówić, ale nie zmrużyłam oka”, - powiedziała dziewczyna. „W łóżku musiał być chyba jakiś kamyk, bo coś mnie strasznie uwierało. A dzisiaj  jestem cała posiniaczona i obolała!’

Tylko prawdziwa księżniczka mogła mieć tak delikatną skórę, że poczuła ziarnko groszku przez dwadzieścia materacy. Co do tego nikt nie miał wątpliwości. Książę poprosił księżniczkę o rękę i wkrótce odbył się ich ślub. A potem oboje żyli długo i szczęśliwie.